| Fundusz
reprezentacyjny
Zapiski ekaunta (1) (2) (3)
Mówiłem, że robota nie jest zła, tylko cos mi w niej przeszkadza (chyba sama praca). Ostatnio koleżanka spotkała mnie i mówi: "Słuchaj, stary, kwitniesz." A ja jej na to: "No wiesz, te służbowe obiadki i kolacje..." Dostałem fundusz reprezentacyjny, tzn. pieniądze na kolacje z "zaproszonymi" gośćmi.
No cóż, kasa jest, więc dzwonię do kumpla i na piwko... Nie powiem, czasami spotykam się z klientami, ale tak naprawdę, to o czym z nimi rozmawiać?
I pomyśleć, że kiedyś, gdy przejeżdżałem miejskim autobusem koło hotelu "Sobieski", myślałem, że ci którzy tam bywają, to muszą być zupełnie inni ludzie. A teraz, proszę, bywam w takich hotelach i na przystawkę zamawiam sobie wędzonego łososia. Ten łosoś nigdy mi się nie znudzi...
Po miesiącu wzywa mnie szefowa i tonem oficjalnym mówi: "Panie Wiktorze, ilość rachunków za służbowe kolacje przekracza przewidziany limit. Bardzo proszę o szczegółowe raporty. Czego ona chce? Złośliwość kobiet jest przerażająca. Będę miał przez nią zmarnowane co najmniej dwa wieczory. Tak jest gdy baba poczuje władzę.
Przez te obiadki i kolacyjni czuję, że się zaokrąglam.
Wchodzę do księgarni. W pierwszej części, przy stoiskach specjalistycznych niezły ruch. W drugiej części - literatura piękna i oprócz mnie tylko jedna osoba. Podchodzę do lady, żeby zapytać o coś tam. Pani sklepowa tyłka nie ruszy. Bez żenady prowadzi ożywioną, telefoniczną konwersację.
"Och, Paweł lepiej powiedz coś wesołego, bo umieram tutaj z nudów..., daj spokój, już nie mogę, a tu jeszcze ponad półtorej godziny..." Mogłabyś, Lala,
Byłem na szkoleniu. Nudy takie, że ogryzłem wszystkie paznokcie. Nie tylko swoje, ale także dziewczyny, koło której siedziałem. Dwadzieścia osób z różnych firm i jedna kobitka. Wszystko to były opowieści dziwnej treści. Przez dwa dni kobitka opowiadała jak sprzedawać sznurek do snopowiązałek, zupy w proszku i rajstopy. Gie to nas wszystkich obchodziło. Nikt z nas nie zajmuje się takimi rzeczami. Kobitka miotała się. Pod koniec pierwszego dnia nie wiedziałem gdzie kończą się moje spodnie, a zaczyna fotel. Już myślałem, że ucieknę, aż tu nagle kobitka pyta:
"Proszę, proszę, kto z państwa poda mi unikalny produkt oferowany przez swoją firmę?" Ludzie spuścili głowy, tylko Rafał ze spokojem mówi:
"Mój bank ma bardzo unikalną ofertę. Najdroższy kredyt i najniżej oprocentowane depozyty."
"No, właśnie. Świetny przykład!", wykrzykuje z radością kobitka. Cała sala ryczy ze śmiechu. No, nie cała, bo
do kobitki chyba coś dotarło.
Wiktor Chwaszczyk
|