Musisz sobie radzić...

Zapiski ekaunta (1) (2) (3)




Nie ma co, życie nie jest łatwe. Dostałem tę robotę zaraz potem, jak zostałem magistrem. Nie powiem, robota nie jest zła. Mogliby płacić jeszcze lepiej, ale dostałem komórkę, a za miesiąc mam mieć samochód. Najlepszy model z możliwych. Służbowy.

Jak dostałem wizytówkę ze swoim nazwiskiem, chyba z pięćdziesiąt rozdałem znajomym. Szczególnie zazdrościli mi accounta. Kurde, to fajnie wygląda. Account Manager. Żaden ze mnie menadżer, ale wygląda dobrze. Chyba przy następnym zamówieniu poproszę Baśkę, żeby mi imię wydrukowali też po angielsku. To będzie niezły bajer: Victor Chwaszczyk, Account Manager. A może będę już Account Executivem? Laski będą piały z zachwytu.

Pierwszy klient, jaki mi się trafił, to jakaś zmora. Czepia się wszystkiego. Nazwę go Zdzisiex, bo nie mogę podawać żadnych nazw. Nie chcę stracić roboty.

Na pierwsze spotkanie podwiozła mnie Jolka, bo Zdzisiex jest na drugim końcu miasta. Po drodze były korki, a jeszcze Jolka chciała wpaść do starej kumpeli po coś-tam. Trochę się spóźniłem. Jak tylko przyjechałem na miejsce, mówię do klienta elegancko: "Bardzo pana przepraszam za spóźnienie. Były niezłe korki na mieście", a facet nawet nie mówi "nie szkodzi", ani nic takiego, tylko od razu wali: "Przystąpmy do rzeczy, bo miałem dla pana godzinę, a zostało nam już tylko 20 minut." Hrabia-cham. Nie dość, że grzaliśmy przez całe miasto i teraz pół dnia będę wracał autobusami, to jeszcze "20 minut". "Nie ma sprawy", mówię, a w środku się we mnie gotuje.

Rozmowa nawet nie trwała 10 minut, bo facet chciał, żebym mu powiedział, co moja firma zrobiła przez ostatni miesiąc. A skąd ja mogę wiedzieć! Szefowa powiedziała, żebym pojechał do Zdzisiexu i się spotkał, to się spotkałem. Przecież nikt mi nie powiedział, że coś tam było w międzyczasie. 

Jak tylko dojechałem na miejsce, Aga z recepcji mówi: "Idź do Tomka." "Dostałem telefon ze Zdzisiexu. Jasiński opieprzył mnie jak święty Michał diabła. Coś ty tam narobił?", mówi Tomek. No to opowiedziałem po kolei. Oczywiście, nic nie wspomniałem o krótkim postoju u kumpeli Jolki. Na to Tomek strzela. "Słuchaj, Wiktor, tak nie można. Do twoich obowiązków należało dowiedzieć się, co to za klient. Dowiedzieć się w księgowości, czy coś już od nas kupił. Zapytać szefową, czy twój poprzednik już z nimi rozmawiał. I tak dalej." Mądrala. Jeszcze niedawno był na moim miejscu, a teraz nie pamięta jak to jest. Jolka mówiła mi w drodze, że studiowała razem z Tomkiem. Skończyli dwa lata przede mną. Tomek był równym gościem, ale od kiedy został Ważnym Dyrektorem, wszystko co dobre odeszło w niepamięć. Wymądrza się, opieprza, szpanuje. Wiedziałem, że nic nie wskóram. "Zrób to wszystko: pozbieraj te informacje i zadzwoń do Jasińskiego jeszcze dziś. Obiecałem mu to. Inaczej stracimy klienta."

No to poszedłem do księgowości, a tam taka jedna mówi: "Był taki klient. Ale najwcześniej zacznę szukać faktury jutro rano. Dziś muszę przygotować przelewy i iść do banku." 

Na szefową czekałem chyba z pół godziny, bo miała jakieś spotkanie. Mówię, że Tomek kazał mi popytać o Zdzisiex. A ona na to, że nie bardzo wie, bo przecież też jest nowa w firmie, że chyba mieliśmy niezawinione opóźnienia w realizacji projektu, ale nie zna szczegółów, a Krzysiek, który był tu przede mną zabrał wszystkie notatki i pewnie nic w firmie nie ma na piśmie. "To co mam zrobić?", pytam. A ona na to: "Musisz sobie sam radzić."

Zrobiłem sobie kawę, żeby się zastanowić na spokojnie, a tu Robert woła mnie na papierosa. Stoimy przy windzie i palimy. Mówię: "Stary, powiedz, co mam robić?". Spodziewałem się, że mi coś sensownego poradzi, bo jest już Key Account Executive. Niestety. Powiedział, że Krzysiek przeszedł do konkurencji i pewnie tylko czeka na to, że Zdzisiex przejdzie do jego nowej firmy.

Ale wdepnąłem....

P.S. Te notatki postanowiłem zapisywać, żeby - tak jak Krzysiek - nie znaleźć się na lodzie po przejściu do innej firmy. Podobno jak się przechodzi do konkurencji, można dostać niezłą podwyżkę. Na razie o tym nie myślę, bo kolesie w robocie są całkiem-całkiem, a samochodu w innej robocie bez stażu też szybko nie dostanę. 

Wiktor Chwaszczyk


[opublikowane 2002-05-23]




© 2002-2004 MasterPlan 
Zawartość tej internetowej strony jest chroniona prawem autorskim