SPRZEDAJ
ALBO ZGIŃ!
Istniejący od 1991 roku
MasterPlan jest firmą doradczo-szkoleniową w zakresie relacji z klientami. Od 1995 roku - dodatkowo -
specjalizujemy
się w doradztwie dla call centers i szkoleniach w zakresie posługiwania
się telefonem w sprzedaży i obsłudze klienta. Nasze
przygotowanie zawodowe, a także zebrane w trakcie pracy dla naszych Klientów
doświadczenie pozwala nam oferować doradztwo
i szkolenia
we wszystkich możliwych aspektach funkcjonowania telemarketingu w
naszym kraju, a od 2002 roku także na skalę międzynarodową. >> więcej
Marian J. Kostecki.
Glosariusz terminologii call
center/help desk.
Wydawnictwo Naukowe PWN. 2007. GRATIS >> ściągnij okładkę i zawartość
Marian J. Kostecki. Efektywność
i skuteczność w call center:
Miary skuteczności i efektywności pracy contact center, call center,
help desk (ruch przychodzący). Warszawa: moimzdaniem.pl 2006, 110
stron. GRATIS >> ściągnij
Marian J. Kostecki. Telefoniczna rozmowa handlowa:
Wszystko, co
powinieneś wiedzieć o sprzedaĹźy przez telefon zanim podniesiesz
słuchawkę, w trakcie posługiwania się nią i po jej odłoźeniu. Warszawa:
moimzdaniem.pl 2006, 238 stron. GRATIS >> ściągnij
wiadomości
istotne dla środowiska call center zapowiedzi wydarzeń -- news
-- ogłoszenia o pracy -- gratisy
SAMOUCZEKopisy
przypadków,
które mogą zostać wykorzystane w samokształceniu
pracowników działów obsługi klienta,
handlowców,
webmasterów, telemarketerów::
Zawartość tej internetowej strony jest chroniona prawem autorskim.
CRM i działalność handlowa
Maciej Zachara, Modern Marketing, kwiecień 2000
Kiedy kilka tygodni temu oddawałem do redakcji tekst mający
stanowić wstęp do cyklu na temat CRM miałem przygotowany plan
tego cyklu i zamierzałem zacząć od zasad, czy może raczej pomysłów,
budowania organizacji podporządkowanej filozofii CRM w przedsiębiorstwie
koncentrującym się na relacjach "business to business",
często zapisywanych skrótem "b2b". Klasyczne reguły CRM
i budowane w oparciu o nie systemy informatyczne mają bowiem bezpośrednie
i w miarę kompletne zastosowanie właśnie w takiej działalności.
Jednak na skutek moich ostatnich doświadczeń z placówkami handlu
detalicznego zmieniłem zdanie i dziś spróbujemy się zastanowić
nad zastosowaniem CRM w działalności handlowej związanej głównie
z zaspakajaniem potrzeb końcowego odbiorcy. Wydaje mi się to
szczególnie istotne w warunkach polskich realiów, gdzie toczy się
spór o miejsce super- i hipermarketów i gdzie właściciele
mniejszych sklepów czują się, czy też może naprawdę są, zagrożeni
i muszą walczyć o przetrwanie.
Zanim zaczniemy się zastanawiać czy uzasadnioną ekonomicznie jest
inwestycja właściciela średniej wielkości sklepu w informatyczny
system klasy CRM, wróćmy na chwilę do interpretacji samej nazwy.
Otóż CRM to zarządzanie kontaktami z klientami. Tak więc z samej
definicji wynika, że nie tylko konieczni są klienci, ale także
jakieś z nimi kontakty. I tu właśnie mamy pole do popisu. Podstawą
dla funkcjonowania organizacji, która chce się rozwijać i zwiększać
zyski jest budowanie relacji z jej klientami. Pamiętajmy o tym, że
naszym klientem jest zawsze konkretna osoba, niezależnie od tego
czy reprezentuje w danej chwili tylko siebie czy firmę, w której
jest zatrudniona. Decyzje zawsze podejmowane są przez ludzi i dzięki
temu zawsze będą subiektywne. Naszym zadaniem jest zbudowanie
takich więzi, które spowodują, że te subiektywne oceny będą
korzystne dla nas.
Wspominałem miesiąc temu, że badania wskazują, że tylko 10%
utraconych przez firmy klientów miało obiektywne powody, dla których
zmieniło partnera, natomiast ponad 70% robi to z braku
zainteresowania ze strony dotychczasowych dostawców. Spróbujmy się
wobec tego zastanowić czy i jakie obiektywne przyczyny mają
mieszkańcy naszego kraju, aby zrezygnować z usług swych lokalnych
sklepów osiedlowych i zacząć zaopatrywać się w placówkach
wielkich sieci handlowych. Otóż jest kilka oczywistych powodów,
które w chwili obecnej powodują, że wszyscy gremialnie odwiedzają
te wielkie hale. Przyciąga tam szeroki asortyment towarów, możliwość
dotknięcia tylu różnych towarów i poszperania po półkach, mit
o tym, że jest tam tanio skutecznie podtrzymywany przez zaśmiecające
nasze klatki schodowe ulotki reklamujące coraz to nowe akcje
promocyjne oraz paradoksalnie nasza tam anonimowość. Nie widzę wśród
tych powodów ani jednego, który miałby utrzymać się na dłuższą
metę. Aktualna jednak sytuacja nie wymaga od sieci handlowych w
Polsce wprowadzania w swej działalności jakichkolwiek elementów,
które mogłyby kojarzyć się z pojęciem CRM. Wszystkie te sieci są
do siebie ogromnie podobne, traktują wszystkich klientów tak samo,
oferując bylejakość obsługi i brak jakiejkolwiek kompetencji w
zakresie wiedzy o sprzedawanym towarze. Dodatkowo ten szeroki
asortyment towarów też niekoniecznie potwierdza się w praktyce,
dotyczy na ogół tylko branży spożywczej, natomiast już tzw.
towary przemysłowe (odzież, sprzęt elektroniczny) ograniczają się
zwykle do asortymentu niskiej jakości, sprzedawanego często po
cenach znacznie wyższych niż w małym sklepie za rogiem. Pisząc
to ostatnie zdanie mam na myśli oczywiście te niespecjalistyczne
sieci hiper- i supermarketów koncentrujących się na sprzedaży
towarów codziennego użytku. Dodatkowo poczucie komfortu uzupełniają
stada ponurych drabów w paramilitarnych ubrankach, którzy patrzą
nam na ręce dbając o to, aby wszystkie opuszczające półki
towary przeszły przez czytniki kodów kreskowych.
To wszystko w krajach, w których duże domy towarowe wpisały się
w krajobraz handlowy wiele lat temu, a w szczególności w krajach
anglosaskich, wygląda trochę inaczej. Tam już od dawna funkcjonują
pewne mechanizmy, które można by zaliczyć do elementarnych zasad
filozofii CRM. Sieci handlowe, nawet te sprzedające "szwarc,
mydło, powidło" różnią się między sobą i nie wszystkie
adresują swą ofertę do wszystkich. Wyższy jest znacznie poziom i
kultura obsługi, ale jeśli ktoś myśli, że w dużym
supermarkecie w Niemczech dowie się o czegoś o zaletach i wadach
stojącego tam sprzętu elektronicznego czy gospodarstwa domowego to
mocno się rozczaruje - sam tego wielokrotnie doświadczyłem.
Klient był, jest i będzie w takich sklepach anonimowy, choć
prawie każdy posiada kartę i kiedy używa jej przy kasie usłyszy
od kasjerki "Happy Birthday" i dostanie prezencik, jeśli
akurat będą to jego urodziny. Dlatego też w tych bardziej doświadczonych
społeczeństwach o wyrobionych nikt nie fascynuje się
supermarketami - one są, spełniają swoją pożyteczną rolę i
konkurują przede wszystkim między sobą. One naprawdę są zwykle
tańsze od mniejszych specjalistycznych sklepów, czy małych sklepów
spożywczych, które mimo to świetnie prosperują i mają swoich
stałych klientów.
Jeśli więc jesteśmy "małymi kupcami" chcemy, aby i u
nas było "normalnie" to zamiast protestować i próbować
wymuszać ustawowe ograniczenia, które nigdy do niczego dobrego w
gospodarce nie prowadzą wykorzystajmy szansę i przejdźmy do ataku
- skoncentrujmy swą uwagę na potrzebach naszych klientów. CRM to
tak naprawdę sposób myślenia o swoim biznesie oparty na bardzo
podstawowej i oczywistej prawdzie, że źródłem naszych dochodów
są nasi klienci. Jeśli się nad tym truizmem chwilkę zastanowić
to dbanie o tego klienta, jak o kurę znoszącą złote jaja, to
nasz żywotny interes. Co więc możemy zrobić, aby przetrwać w
dobrej formie okres fascynacji "nowym i wielkim" i móc się
rozwijać. Otóż przede wszystkim nie próbujmy się do tych
wielkich upodabniać, bo wtedy na pewno przegramy. Nie próbujmy
sprzedawać wszystkiego i wszystkim, określmy dla kogo i co
proponujemy i zbierzmy informację o potrzebach i oczekiwaniach
tych, których chcemy obsługiwać. Pamiętajmy, że naszą szansą
jest to, że jeśli jesteśmy lokalnym sklepem spożywczym, to będziemy
nazywani w swojej okolicy "naszym sklepem", jeśli zaś
sprzedajemy sprzęt hi-fi to nasi klienci będą mówili o naszych
sprzedawcach jako ekspertach - takich zaszczytów nigdy nie dostąpi
żaden hipermarket. Na pytanie jak to zrobić w konkretnej sytuacji
nie ma jednoznacznej odpowiedzi czy prostej recepty, wszystko zależy
od naszej pomysłowości, wyobraźni, gotowości do inwestycji w obsługę
naszych klientów. Mam jednak parę spostrzeżeń, które zapewne można
nieco uogólnić i tymi chciałbym się tu podzielić.
Otóż kontakty z klientami zaczynają się od pierwszego wrażenia
jakie odbieramy wchodząc po raz pierwszy do sklepu, od uśmiechu
lub grymasu niezadowolenia ekspedientki, od estetyki i czystości
pomieszczenia itp. Tak więc tworzenie relacji z klientami zacznijmy
od wychowania personelu naszej placówki handlowej. Tu napotykamy na
pierwszy poważny problem. Otóż pozycja społeczna pracownika
zwanego sprzedawcą jest delikatnie mówiąc niezbyt wysoka, a co
gorsza przekłada się to bardzo często również na pozycję
sprzedawców, nie tylko sklepowych, w firmach, w których są
zatrudnieni. A to jest już zupełnym nieporozumieniem - kto jak nie
sprzedawca jest bezpośrednim centrum zysku? Jeśli chcemy działać
zgodnie z regułami CRM, a wydaje się, że to w tej branży jedyna
szansa na sukces w dłuższym okresie, to musimy zadbać o naszych
sprzedawców i nauczyć ich nowej roli. W sklepie to oni są naszym
"front office", a dodatkowo są również odpowiedzialni
za kasę... Wydaje się, że najprostszym sposobem na wychowanie
swoich pracowników jest przekonanie ich o tym, że ich
wynagrodzenie w bezpośredni sposób zależy od poziomu zadowolenia
klientów, bo to właśnie określa wielkość naszych obrotów. Każdy
zresztą ma swoje metody motywowania pracowników, ważne jest, aby
potrafił określić podstawowe zasady obsługi klienta i co ważniejsze
sam ich nie łamał. Jakże często kierownik czy właściciel
sklepu na pretensje klienta, że do drogiej wędliny sprzedawczyni
dorzuciła kilka skrawków, reaguje świętym oburzeniem na tę
sprzedawczynię, ale premię obcina jej nie z powodu zażaleń
klientów, ale z powodu nie sprzedanych po nominalnej cenie końcówek
i skrawków luksusowych wędlin. To nie jest metoda na zbudowanie
atmosfery "naszego sklepu", a w moim głębokim
przekonaniu CRM w handlu detalicznym taki powinien mieć cel.
Czy mamy takie sklepy - na pewno tak, ale na pewno jest ich bardzo
mało. Przykład takiego sklepu mam w najbliższym sąsiedztwie,
powiedzmy sobie szczerze znam go raczej z opowiadań mojej żony i córki.
Jest to mały sklep na paskudnym blokowisku, którego budowę
rozpoczęto u schyłku lat siedemdziesiątych. Jest to sklep ogólnospożywczy,
zwany popularnie jarzynowym, bo taki jest jego rodowód. Sklep ma
bardzo ograniczony asortyment, bardzo umiarkowane ceny, jest ciasny,
ma wystrój sklepu jarzynowego z poprzedniej epoki i jak w
poprzedniej epoce, choć nie z tych samych powodów, zawsze ustawiają
się w nim kolejki. Zapewniam, że nie tylko niskie ceny decydują o
popularności sklepu, bo spotykają się tam ludzie o bardzo różnym
poziomie dochodów. Można byłoby mieć formalnie poważne zastrzeżenia
co do sprawności obsługi, ale jest tam atmosfera jakiejś wspólnoty,
gdzie ci tak różni klienci czują się u siebie, gdzie mogą
zamienić kilka słów ze sprzedawcą, który gdy ich widzi, sięga
na półkę po określony towar, mając praktycznie pewność, że
dobrze trafi. To jest rodzinna firma, która po prostu działa
zgodnie i wspólnie - wszyscy mają na celu to samo. To jest bardzo
wymowne, jeśli sprzedawca rozumie, że to klient płaci mu pensję,
to natychmiast w sposób naturalny ten klient staje się centrum
zainteresowania i zapewne nie będzie potrzebny żaden system
informatyczny, aby idea CRM stała się rzeczywistością. W tym
obszarze przewaga niewielkich sklepów nad marketami jest ewidentna.
W tych dużych placówkach obsługa jest często bardziej zagubiona
niż klienci, jej kontakt z klientem jest przypadkowy, sporadyczny i
jakiekolwiek związki personalne są mało realne. Wynagrodzenie
jest bardzo niskie podobnie jak kwalifikacje i odwrotnie do tempa
rotacji kadr. Drodzy polscy kupcy wykażcie się profesjonalizmem,
zadbajcie o właściwe kadry i stwórzcie enklawy prawdziwego handlu
zanim wielkie sieci otrząsną się z upojenia sukcesem, który
przyszedł bez wysiłku i naprawdę zaczną inwestować w opiekę
nad swoimi klientami. Jeśli chcemy mieć zyski to musimy
zainwestować, prawdziwy kupiec nie myśli o swoim biznesie krótkoterminowo,
chyba że mówimy o kucu bazarowym, ale jeśli tak to jego miejsce
na Stadionie Dziesięciolecia, a ta epoka już raczej mija. Pamiętajmy,
że tracąc czas, energię i pieniądze na protestowanie przeciw
budowie wielkich centrów handlowych popełniamy kilka podstawowych
błędów. Po pierwsze próbujemy ograniczyć to co z takim trudem
wywalczyliśmy, a mianowicie normalne mechanizmy rynkowe, po drugie
dążymy do stworzenia barier, które za chwilę zaczną nam dokuczać,
jeśli powiedzie się nam w biznesie i będziemy chcieli mieć sklep
o powierzchni większej niż coś tam i wreszcie mamy szansę
przekonać całe społeczeństwo, że te wielkie markety naprawdę są
lepsze i oferują taniej lepszą jakość. Jeszcze raz chcę podkreślić,
że o być albo nie być konkretnego punktu handlowego decydują
bezpośrednio jego klienci. Duże domy towarowe będą ich zawsze
miały, jeśli nie popełnią kardynalnych błędów, zawsze znajdą
wystarczającą liczbę tych, którzy będą konsekwentnie
pozytywnie reagowali na nawet najprostsze techniki marketingowe i
zawsze też robiąc większe proste zakupy raz na tydzień czy raz
na dwa wszyscy wybierzemy miejsce, w którym możemy zrealizować całość
w jednym miejscu, godząc się na pewien dyskomfort. Kiedy jednak będziemy
kupować to co chcemy mieć świeże najchętniej zrobimy to w
naszym zaprzyjaźnionym sklepie za rogiem, a gdy zechcemy kupić coś
co wymaga rzeczywistego poważniejszego wyboru pofatygujemy się do
takiego sklepu, w którego profesjonalizm wierzymy. Nawet jeśli
teraz tak nie jest to nasze społeczeństwo szybko dojrzeje i tak właśnie
będzie funkcjonować, ale pod jednym warunkiem, pod warunkiem, że
takie sklepy będą jeszcze istniały. I o ile można być pewnym,
że te lokalne sklepy zaopatrujące nas na co dzień w umowne świeże
bułeczki poradzą sobie, o tyle ze sklepami specjalistycznymi mogą
być większe kłopoty. Nasze społeczeństwo nie bardzo jest,
przynajmniej w większej skali, świadome istnienia pojęcia przywiązania
do marki i jak to się potocznie mówi istnienia "towarów z różnych
półek". W tej sytuacji sieci handlowe mają bardzo zły wpływ,
gdyż nawet w krajach, gdzie marka kupowanych towarów świadczy
jednoznacznie o przynależności do określonej grupy społecznej,
gdzie nawet sieci supermarketów dzielą się wyraźnie na te z wyższych
i niższych półek, coraz więcej słyszy się głosów, że te
globalne i nie różnicujące sieci handlowe bardzo szkodzą
wizerunkom renomowanych marek i zalewają rynek mnóstwem produktów
"no name", pozornie niczym, poza ceną, nie różniącym
się od znanych wyrobów. Rodzi się więc pytanie czy nasza rodząca
się średnia klasa zdoła się przywiązać i docenić to co
markowe zanim zniknie to z naszego rynku, bo firmy starające się
te markowe towary profesjonalnie sprzedawać po prostu padną na
rynku zalanym tandetą i podróbkami. Osobiście jestem optymistą,
wierzę w szybki rozwój średniej klasy i jej świadome potrzeby,
do których zalicza się również snobizm. Tak, nie każdy snobizm
musi się kojarzyć pejoratywnie, pewna doza snobizmu musi cechować
ludzi, którzy chcą się jakoś wyróżnić. Ostatecznie pewne
konwenanse towarzyskie, chodzenie do teatru, na koncerty to też
pewne odmiany snobizmu, ale jakże uprzyjemniające życie, a w
dodatku kształcące i rozwijające. Tak więc wierzę w naszą klasę
średnią, ale potrzebny jest jeszcze profesjonalizm naszych kupców.
Uwierzmy w naszą klasę średnią, w jej ambicje i siłę jej
portfeli i zainwestujmy i z myślą o tym kliencie stwórzmy
profesjonalne sklepy, gdzie sprzedawcy będą umieli z taktem i
wiedzą doradzić, wskazać wady i zalety czy to pralki , czy płaszcza
i nauczą się rozróżniać i świadomie wybierać towary z
odpowiednich półek. Są już i takie sklepy, ale tu pewnie trzeba
więcej w ten model CRM zainwestować i nadal obok siebie są
pozornie podobne sklepy, w których pojęcie obsługi klienta bardzo
różnie jest pojmowane. Mam za sobą taki mały, poniekąd
przypadkowy eksperyment dokonany co prawda przed dwoma laty, ale
zapewne wciąż do powtórzenia, chociaż może nie w tym samym
miejscu. Otóż zapragnąłem nabyć przyzwoitego gatunku garnitur.
Udałem się więc na ulicę Floriańską w Krakowie, wiedząc
jedynie, że jest tam kilka sklepów oferujących poszukiwany przeze
mnie towar. I na tejże ulicy, gdzie ceny wynajmu lokali należą do
najdroższych w Polsce odwiedziłem trzy sklepy i... trzy różne światy.
W pierwszym, oferującym przyzwoity towar polskich firm odzieżowych
spędziłem mniej niż minutę. Było w nim kilku bezradnych klientów
usiłujących sięgnąć po zwieszone dość wysoko ubrania i
marynarki oraz dwoje sprzedawców. Pani ekspedientka stała w
drzwiach na zaplecze i spożywała jabłuszko, pytając od
niechcenia czy mogłaby w czymś pomóc, a jej kolega, nieco jednak
zażenowany, odkładał na ladę kanapkę i chciał rzucić się z
pomocą, nie bardzo wiedząc co zrobić z wytłuszczonymi palcami.
To była scena nie z tej epoki, czy my jako klienci wciąż naprawdę
tolerujemy tego typu sytuacje?
Drugi sklep, który odwiedziłem proponował produkty znanych marek
zachodnich, które w naszych polskich warunkach uchodzą już za
znamiona luksusu. Wybór nie był zbyt duży a i ceny monotonne,
wszystkie pięciocyfrowe. Tutaj obsługa, być może nawet sami właściciele,
starali się być bardzo pomocni. Problem w tym, że nie chcieli pomóc
dokonać mi sensownego wyboru, ale koniecznie zmusić mnie do zakupu
garnituru, który co prawda mi się podobał na wieszaku, ale w żaden
sposób na mnie nie pasował. Z grubsza wymowa argumentów była
taka, że garnitur takiej marki musi być dobry, a jeśli na mnie
nie pasuje to ja musze być gorzej marki. Tu co prawda był wysiłek,
ale w niewłaściwym kierunku. W końcu trafiłem do sklepu, który
okazał się być właściwym, gdzie były garnitury z półki średniej
i wyższej, gdzie było dwóch sympatycznych i nienachalnych
profesjonalistów, z których jeden w ostatniej chwili, gdy już
dokonałem wyboru, zauważył przebarwienie na rękawie marynarki i
stwierdził, że to jest wada materiałowa, której nie da się usunąć.
Niestety był to jedyne taki ubranie, ale dowiedziałem się, że za
kilka dni będzie dostawa garniturów tej firmy i jeśli będzie
taki to zostanie dla mnie zarezerwowany i dostanę telefoniczną
wiadomość. I tak się też stało, w dodatku zostałem uprzejmie
poinformowany, że dokładnie takiego samego nie, ale zostały dla
mnie na dwa dni zarezerwowane dwa garnitury w podobnym stylu, bo
zapewne któryś z nich będzie mi odpowiadał. I tak też się stało.
Być może, że wciąż jeszcze należę do tych nielicznych,
wydziwiających i mających wymagania, ale nas przybywa i ci co liczą,
że zawsze będziemy nieliczni przykro i boleśnie się rozczarują.
Jeśli nie zaczniemy myśleć o przyszłości naszych sklepów
koncentrując się na potrzebach i oczekiwaniach naszych obecnych i
potencjalnych klientów i wręcz wyprzedzać te oczekiwania, czyli
prowadzić biznes zgodnie z filozofia CRM to musimy już zacząć się
zastanawiać co będziemy robić za chwilę, gdy nasz interes
padnie. Jeśli jest to sklep to zapewne jesteśmy w stanie kierować
się intuicją, wiedzą i pamięcią naszą i naszych pracowników i
nie musimy od razu sięgać po kosztowne systemy informatyczne,
chociaż proste narzędzie do obsługi sprzedaży, sprzedaży a nie
fakturowania, gdzie moglibyśmy gromadzić informacje o klientach i
ich upodobaniach na pewno mogłoby nam pomóc. Jeśli natomiast
zajmujemy się sprzedażą do firm, niezależnie od tego, czy są końcowymi
użytkownikami sprzedawanych przez nas wyrobów, czy też jest to
dla nich materiał do przetwarzania czy towar do dalszej odsprzedaży
to porządny system informatyczny klasy CRM jest nam nieodzowny. O
tym jednak już za miesiąc.
Autor jest w zarządzie firmy Qumak International odpowiedzialny za
sprzedaż i marketing w zakresie systemów informatycznych.